Zrozumieć crowdfunding

Odnoszę wrażenie, że ostatnio pojawia się sporo krytycznych opinii na temat zbiórek społecznościowych, które opierają się na niezrozumieniu roli jaką dziś pełni crowdfunding. Owszem, Kickstarter powstał z myślą o wspieraniu kreatywnych, innowacyjnych projektów, które bez pieniędzy zwykłych ludzi nie miałyby szansy zaistnienia. Od tego czasu minęło jednak kilka lat, zmienił się rynek, zmieniły się potrzeby oraz oczekiwania zarówno fundujących jak i fundowanych.

Inspiracją dla dzisiejszego wpisu jest zbiórka na Earthdawna o której już wspominałem oraz udany start nowego Shadowruna na Kickstarterze (grafiki koncepcyjne właśnie z tej gry zdobią dzisiejszy wpis). Pojawiające się przy obu okazjach komentarze upewniły mnie w przekonaniu, że nie wszyscy dostrzegają zmiany jakie w crowdfundingu zaszły w ciągu ostatnich lat.

Nie tylko innowacyjne projekty

Kickstarter i inne serwisy crowdfundingowe zasypywane są zbiórkami, które mało mają wspólnego z innowacyjnością i kreatywnością. Zdarza się więc, że ktoś przywali w komentarzu twórcom Wastelanda 2 albo właśnie Shadowruna. Co ich projekty mają wspólnego z pierwotną misją serwisu? Prawda, że niewiele. Bazują raczej na nostalgii i to właśnie dzięki niej pieniądze popłynęły szerokim strumieniem. Przed erą crowdfundingu mało kto zdawał sobie sprawę kto tak naprawdę pracował przy grach takich jak Fallout, Wing Commander albo Monkey Island. Weterani branży ujawnili się jednak, przypomnieli światu o sobie, złożyli masę obietnic i przy okazji zgarnęli sporo kasy.

Jeszcze na początku zeszłego roku można było mieć obawy co z tego wyniknie. Dziś wiadomo już jednak, że najgłośniejsze zbiórki zakończyły się co najmniej umiarkowanym sukcesem i bez Kickstartera czy Indiegogo nie mielibyśmy w minionym roku takiego wysypu dobrych cRPG-ów. Tylko wyjątkowego malkontenta taki układ mógłby niezadowolić.

shadowrunhk2_1920

Nowy model biznesowy

Nawet jeśli jednak większość zgadza się na to, że dawne legendy można przywrócić do życia dzięki zbiórce, to wciąż pokutuje opinia, że społecznościowo fundowane powinny być tylko projekty, które normalnie nie miałyby szanse. Dajmy na to, jeśli taki Brian Fargo wydał już nowego Wastelanda, spełnił złożone obietnice i jeszcze przy tym zarobił sprzedając grę w setkach tysięcy egzemplarzy powinien już swój biznes prowadzić bez wsparcia Kickstartera.

Pytanie tylko, dlaczego? Przecież twórca wywiązał się ze swoich obietnic i dostarczył produkt, z którego fundujący są zadowoleni. Ma więc doświadczenie w tym co robi i jest spora szansa, że kolejny projekt zakończy się sukcesem. Do tego są ludzie gotowi zapłacić za kolejną obietnicę gry, więc sytuacja jest dla obu stron korzystna.

Kickstarter stworzył więc nowy model biznesowy, w którym twórcy zawczasu mogą sprawdzić zainteresowanie swoim produktem i tym samym zmniejszyć ryzyko wydawniczej porażki. Owszem istnieje szansa, że coś pójdzie nie tak – takich przykładów było mnóstwo. Szczęśliwie jest to system podlegający samoregulacji – ktoś kto po zebraniu pieniędzy nie był w stanie wywiązać się ze złożonych obietnic, raczej nie będzie miał szansę na kolejną udaną zbiórkę.

Darmowa reklama

Crowdfunding a w szczególności Kickstarter to świetne miejsce na darmową reklamę. Co prawda teraz coraz trudniej przebić się przez setki nowych zbiórek, ale jeśli już się uda rozgłos w mediach jest gwarantowany.

Kickstarter to świetne miejsce na darmową reklamę

Istnieją przypadki kiedy nawet nieudane zbiórki pozwoliły znaleźć inwestora albo wydawcę, dzięki czemu tam gdzie nie udało się przekonać do siebie tłumu, szansę zobaczyli profesjonaliści.

Głupotą byłoby nie skorzystać z takiej możliwości.

Nieustanne finansowanie

Przykłady ostatnich kilku lat pokazały również, że finansowanie nie musi się kończyć na samej zbiórce. Skoro są ludzie chętni płacić twórcy to czemu nie wspierać ich jeszcze bardziej? Tak było z grami fundowanymi na Kickstarterze, które można było wspierać już bezpośrednio na ich oficjalnych stronach, długo po zakończeniu zbiórki. Tak cały czas jest ze Star Citizenem Chrisa Robersta, który na handlu wirtualnymi statkami kosmicznymi dorobił się milionów (w grudniu 2014 zebrano już 68 milionów!) i teraz planuje stworzyć niezależną od Kickstartera platformę crowdfundingową.

Powstał również serwis Patreon, gdzie wspierać można nie pojedynczą wpłatą, ale cyklicznie mniejszymi kwotami, które nieustannie wspierają twórców.

Lata świetności pełne spektakularnych, rekordowych zbiórek Kickstarter ma już za sobą.

Dzięki temu niewielkie czasopisma, albo kanały na YT mogą funkcjonować dzięki funduszom bezpośrednio od swoich fanów – bez pośredników w postaci przykładowo – reklam Google. W tym wypadku więc model finansowania zapoczątkowany przez Kickstartera wyewoluował w coś nowego.

Crowdfunding jeszcze długo z nami zostanie

Lata świetności pełne spektakularnych, rekordowych zbiórek Kickstarter ma już za sobą. Mimo to co chwilę pojawiają się nowe ciekawe projekty, które warto wesprzeć własnym portfelem. Ja ostatnio wrzuciłem parę groszy na nowego Shadowruna, bo zwyczajnie byłem zadowolony z poprzednich dwóch części i wiem, że studio Harebrained Schemes po raz kolejny dostarczy świetną grę w jednym z moich ulubionych settingów.

A zbiórkę traktuję jako bardzo wczesny preorder.

Skomentuj na Facebooku