Juraj Cervenak – Smocza Cesarzowa [recenzja]

Gdy upadła żelazna kurtyna, słowiańszczyzna zaczęła pochłaniać wszelkie dobra zachodniej kultury popularnej, które do tej pory były niczym cukierki za sklepową szybą.

Zjawisko to można było obserwować na przykładzie książek fantasy, których tłumaczenia masowo zaczęły się pojawiać na wschodnioeuropejskim rynku, a głodni nowości czytelnicy kupowali niemalże wszystko, co trafiało na półki księgarń. Początkowy zachwyt gatunkiem szybko zrodził potrzebę stworzenia własnego odpowiednika, nie trzeba więc było długo czekać na pojawienie się Sapkowskiego w Polsce, Žambocha w Czechach i Cervenaka na Słowacji. Parafrazując klasyka – Słowianie nie gęsi i swoje fantasy mają.

smoczacesarzowa_dailykrakenGdyby Robert E. Howard urodził się w Czechosłowacji, nazywałby się Juraj Cervenak. To porównanie ciśnie się na myśl nie tylko z uwagi na to, że słowacki pisarz jest twórcą kilku powieści kontynuujących historię Conana z Cymerii, ale też i dlatego, że jego twórczość ma wiele wspólnego z dziełami sławnego Amerykanina. Fantasy pełne magii, potężnych i silnych bohaterów oraz straszliwych bestii wywołuje dziś te same uczucia, które towarzyszyły pierwszym czytelnikom opowiadań Howarda, publikowanych jeszcze w czasopiśmie „Weird Tales”. Cervenak przenosi jednak heroiczne opowieści o bohaterach z dawnych legend na grunt słowiański, gdzie twórczo korzysta ze staroruskich podań i wielu innych, znacznie bliższych nam kulturowo tradycji.

Druga część trylogii zatytułowana „Smocza Cesarzowa” kontynuuje losy Ilji Muromca, jednego z bohatyrów kijowskiego księcia Światosława. Sławni drużynnicy muszą wyruszyć za uciekającym na daleką północ czarnoksiężnikiem, który poszukuje brakującej części smoczej łuski. Zdobycie tego artefaktu obdarzy go mocą równą bogom, raz na zawsze zniweczy marzenia bohatyrów o zemście i zagrozi władcy zasiadającemu w Kijowie.

Gdyby Robert E. Howard urodził się w Czechosłowacji, nazywałby się Juraj Cervenak.

Cervenak od pierwszych stron wrzuca czytelnika w barwny i w większości mało znany dla polskiego odbiorcy świat ruskich bylin – legend o bohaterach opowiadanych przez gęślarzy. Pojawiające się w książce postaci znane są z ruskiej tradycji, tu jednak wprawnie zostały wpisane do nurtu fantasy. „Smocza Cesarzowa” posiada wszelkie cechy dobrej powieści, które nie pozwalają oderwać się od lektury: zróżnicowaną plejadę postaci, intrygującą i pełną akcji fabułę oraz świat przedstawiony, w którym łatwo może odnaleźć się polski czytelnik.

Powieść Cervenaka to drugi tom trylogii, nie odstaje on jednak w żaden sposób od pierwszego. Autorowi udało się uniknąć tradycyjnych problemów z utrzymaniem uwagi czytelnika, brakiem oryginalności i spowolnieniem akcji. Jednocześnie fabuła nie pozostawia wrażenia sztucznego rozbicia na kilka tomów – po ukończeniu lektury ponad pięciuset stron, czytelnik ma ochotę na kolejną dawkę ekscytującej podróży po wczesnośredniowiecznej Rusi. Szczęśliwie ostatnia część cyklu już czeka na polskie wydanie.

Miłośnicy literatury fantasy nie powinni zwlekać z sięgnięciem po „Smoczą Cesarzową” – znajdą tu wszystko to, czego można oczekiwać od dobrej powieści tego gatunku. Warto jednak pamiętać, że Cervenakowi bliżej jest do wspomnianego już Howarda niż na przykład Sapkowskiego. Zamiast inteligentnej gry konwencją, Słowak daje nam posmakować wartkiej akcji i wciągającej historii, co jednak w żaden sposób nie umniejsza walorów rozrywkowych powieści.


Skomentuj na Facebooku.

Tekst pierwotnie opublikowany w Literadarze.

Cover photo by Christopher (CC BY 2.0)