Bez miecza świetlnego #1: Republic Commando

W lutym tego roku minęło 10 lat od wydania Star Wars: Republic Commando – jednej z najciekawszych i najbardziej unikatowych gier z uniwersum Gwiezdnych Wojen. Do dziś czterech komandosów z Delta Squad to jedne z najciekawszych postaci dawnego Expanded Universe i wciąż budzą nostalgię graczy. To jedna z tych gier, którą trzeba ponownie zainstalować, gdy ktoś o niej wspomni.

Trudno o dobrą grę z gatunku FPS, w której kierujemy całym oddziałem zamiast pojedynczego żołnierza. Miłośnicy II wojny światowej mają Brothers in Arms, fani Gwiezdnych Wojen – Republic Commando. I jest to przykład gry bardzo nietypowej, jak na uniwersum Lucasa. Nie ma rycerzy Jedi, nie ma mieczy świetlnych, ani nawet epickich walk w kosmosie. Zamiast tego dostajemy oddział czterech komandosów – elitarnych, świetnie wyszkolonych klonów – przeznaczony do zadań specjalnych.

Delta Squad

Republic Commando od pierwszych chwil uderza w nas klimatem odmiennym od pozostałych gier z logo Gwiezdnych Wojen. Począwszy od postaci, przez udźwiękowienie oraz same misje + wszystko podporządkowane jest stworzeniu wrażenia, że oto przed nami rozpoczyna się prawdziwa wojenna opowieść. Nastrój wzmaga świetny podkład muzyczny na czele z mandaloriańskim hymnem Vode An. To właśnie dla tej gry stworzono podstawy języka Mandalorian i jego fragmenty będą nam towarzyszyć w tle przez całą rozgrywkę.

Scorch: Was it red-red-green or red-green-red?
Sev: And he’s supposed to be the demolitions expert?

Równie ważnym, jeśli nie znacznie bardziej istotnym elementem, który buduje immersje gracza są świetnie napisane i zagrane postacie komandosów. Do roli dowódcy oddziału, w którego wciela się gracz, zatrudniono nawet aktora grającego Jango Fetta w kinowym Epizodie II. Wzajemne docinki i dialogi pomiędzy postaciami zapadają w pamięć i sprawiają, że po siedmiogodzinnej kampanii dla jednego gracza ma się tylko ochotę na więcej. Szczególnie, że historia kończy się cliffhangerem.

Brothers in Arms w świecie Gwiezdnych Wojen

republiccommando_dailykrakenGrę jednak trudno byłoby nazwać dobrą, gdyby za świetnie przedstawionym światem nie szła równie interesująca mechanika rozgrywki. Stworzenie dobrego taktycznego shootera nie jest łatwe, szczególnie jeśli wrzucić go do scenerii, gdzie gracze przyzwyczajeni są raczej do biegania z mieczem świetlnym. Twórcy postanowili postawić na akcję kosztem skomplikowania rozgrywki.

Jako dowódca oddziału gracz wydaje rozkazy swoim kompanom rozstawiając ich na snajperskich pozycjach, skupiając ogień na bardziej wytrzymałym przeciwniku, albo rozkazując utrzymanie wybranej pozycji. Cała obsługa sprowadza się do rozdawania poleceń za pomocą przycisku akcji i wybór gracza jest ograniczony do z góry określonych miejsc na mapie. Taktyki jest tutaj więc niewiele – liczy się bardziej umiejętne wykorzystanie dostępnych możliwości przy jednoczesnym dbaniu o to by nasi kompani nie stracili za dużo życia i by zbyt długo nie stać w jednym miejscu. To ostatnie jest szczególnie istotne, ponieważ wiele sytuacji w grze jest sztywno oskryptowanych – przykładowo, jeśli nie wydamy rozkazu wysadzenia drzwi, gra będzie nas nieustannie zasypywać kolejnymi falami przeciwników co sprawi, że ograniczona amunicja szybko się skończy.

Scorch: If we’re all clones, why am I the only one with a sense of humor?

Republic Commando jest zdecydowanie grą liniową, ale dzięki temu gracz może skupić się na akcji i opowiadanej historii. Wspomniany wcześniej klimat wojskowego braterstwa i świetni główni bohaterowie pozwalają zapomnieć o tym, że przez większość czasu gry biegamy po korytarzach. Szczęśliwe są to zróżnicowane korytarze – od pustyń i jaskiń Geonosis, przez korytarze wraku gwiezdnego niszczyciela, aż po dżungle Kashyyyk. Sceneria najwięcej przypomina o tym, że wciąż mamy do czynienia z grą w świecie Gwiezdnych Wojen.
Star_Wars_video_games_republic_commando_pc_games_1680x1050

Przytłaczająco pozytywne

Podczas prac nad Republic Commando autorzy zaczęli również myśleć o kontynuacji. Niestety projekt został anulowany gdy okazało się, że prognozy sprzedaży nie są zbyt imponujące. Republic Commando nie była grą wolną od wad. W recenzjach zarzucano jej krótką kampanię i słaby tryb multiplayer, który nie był w stanie przedłużyć żywotności tytułu. Potencjał nie został w pełni wykorzystany, albo po prostu miecze świetle sprzedają się lepiej.

Dziś jest to jednak tytuł kultowy, niezmiennie wymieniany pośród najlepszych gier starego, dobrego Lucasarts. Wiele osób wspomina ją z nostalgią, a na Steamie recenzje posiadaczy tego tytułu są „przytłaczająco pozytywne” (negatywne w większości dotyczą problemów technicznych z leciwą już przecież grą). Więc jeśli nie możecie się doczekać nowego Battlefronta i nie razi was nieco oldschoolowa grafika, złapcie Republic Commando na jakiejś przecenie i jeszcze raz zobaczcie Bossa, Seva, Scorcha i Fixera w akcji.

A potem wróćcie tutaj podziękować.


Skomentuj wpis na Facebooku