Wolsung Antologia tom 2 [recenzja]

Steampunk zdążył już znaleźć swoje miejsce w polskiej literaturze fantastycznej. Być może pierwszy moment zachłyśnięcia się bogactwem wiktoriańskiej estetyki mamy za sobą, wciąż jednak opowieści inspirowane twórczością Juliusza Verne’a czy kultową już „Maszyną różnicową” Sterlinga i Gibsona budzą spore zainteresowanie. W gatunek ten świetnie wpisuje się uniwersum „Wolsunga”, które czytelnicy znać mogą z serii gier planszowych i gry fabularnej o tym samym tytule.

Zbiór „Wolsung” jest jednak przykładem nietypowym, ponieważ do motywów znanych wszystkim miłośnikom gatunku dodane zostały elementy charakterystyczne dla klasycznej, tolkienowskiej fantasy. Elfy zastępują tutaj brytyjską arystokrację, a krasnoludy konstruują przedziwne maszyny parowe i wznoszą się w sterowcach nad miasta pseudo-Europy (nazywanej Wanadią). Niełatwe jest życie podobnych do hobbitów niziołków, które wobec postępującej rewolucji przemysłowej zmuszone były porzucić sielskie życie na wsi i zasilić masy proletariatu. Jeśli dodać, że w tej mieszance nie brakuje również czarodziejów, potworów rodem z baśni i legend oraz nazistów zombie – trudno o jednoznaczne zaszufladkowanie takiej literatury.

Autorzy 18 opowiadań składających się na drugi tom antologii mieli ogromne pole do popisu. Czerpali chyba ze wszystkich odmian popkultury, dodając do każdej z nich otoczkę steampunku. Dlatego też na kartach książki natkniemy się zarówno na pewne odniesienia do opowieści o Sherlocku Holmsie, jak i znacznie bardziej bezpośrednie ukłony w stronę kapitana Nemo, Phileasa Fogga czy o wiele nam bliższego Wokulskiego. Nie brakuje też zarówno tekstów próbujących zbaczać w stronę horroru, jak i lekkich, humorystycznych opowieści.

Chociaż na okładce znaleźć można znane nazwiska – jak chociażby Jakub Ćwiek czy Witold Jabłoński – zdecydowana większość autorów to pisarze mało znani albo debiutanci. Podobnie jak na pierwszy tom, wydany w połowie roku 2015, i na ten składa się pokłosie konkursu literackiego zorganizowanego przez wydawcę. Przeważają więc utwory fanów uniwersum „Wolsunga” oraz zaproszonych do udziału znanych pisarzy.

Nie umniejsza to w żaden sposób wartości zebranych w antologii tekstów, choć zdecydowanie najlepsze wyszły spod pióra wspomnianych już autorów. Nawet jednak debiutanckie dzieła mają przynajmniej przyzwoity poziom i nie odbiegają od standardów literatury powstającej w oparciu o światy gier. Warto zaznaczyć, że zrozumienie niektórych niuansów jest możliwe jedynie dla osób już zaznajomionych ze światem „Wolsunga”, ale nie powinno to przeszkadzać w lekturze.

„Wolsung. Antologia” jest więc zarówno pastiszem klasycznych powieści przygodowych oraz klasyki XIX-wiecznej literatury, jak i współcześnie pojmowaną fantasy z dodatkiem najróżniejszych motywów popkulturowych. Uniwersum do tej pory znane jedynie garstce fanów gier ma teraz szansę zyskać również zagorzałych czytelników. Ci z nich, którzy poszukają lekkiej, niezobowiązującej lektury – z pewnością nie będą zawiedzeni.


Recenzję zawsze możecie skomentować na Facebooku.