Bez miecza świetlnego #2: Dark Forces

Seria Jedi Knight jest jednym z najczęściej wspominanych cykli gier wideo z uniwersum Gwiezdnych Wojen. Historia, której centralną postacią był Kyle Katarn wciągała fabułą opowiedzianą na marginesie filmowej sagi i pozwalała po raz pierwszy poczuć się jak prawdziwy Jedi. W cieniu nowszych tytułów serii pozostaje ten, od którego wszystko się zaczęło.

Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę, ale minęło już 20 lat od wydania Dark Forces. Był pierwszym przedstawicielem gatunku FPS z logo Star Wars, choć wtedy jeszcze wszystkie strzelanki z widokiem z pierwszej osoby nazywano po prostu klonami Dooma. W 1995 roku wszyscy byli zachwyceni dynamiczną rozgrywką jaką niósł za sobą nowy gatunek, więc powstanie gry takiej jak Dark Forces było kwestią czasu.

Zdobyć plany Gwiazdy Śmierci

BeardlessKyleKatarn-PreTalay-SWDFDark Forces wrzucał graczy w historię mocno utkwioną w świecie stworzonym przez George’a Lucasa. Wszyscy fani doskonali wiedzieli, że zniszczenie Gwiazdy Śmierci z Epizodu IV nie byłoby możliwe, gdyby wcześniej nie udało się wykraść planów imperialnej stacji bojowej. Kto jednak stał za tym zuchwałym wyczynem? Kyle Katarn, były żołnierz Imperium i najemnik na usługach Rebelii, którego losem mógł pokierować gracz.

„You Rebel scum!”

Gra studia Lucas Arts jest świetnym przykładem na to za co fani uwielbiali niekanoniczny już dzisiaj Expanded Universe. Każda misja dokładała kolejną cegiełkę do świata znanego z trylogii Lucasa, rozwijając jej wątki, zapełniając luki i wyjaśniając tajemnice do tej pory nierozwiązane. Kyle Katarn z postaci stworzonej specjalnie na potrzeby gry, stał się jednym z najbardziej popularnych bohaterów rozszerzonego uniwersum.

Znacznie więcej niż klon Dooma

Po premierze Dark Forces naturalnie był porównywalny do swojego wielkiego poprzednika, z którego czerpał podstawowe mechaniki gry. Podobno silnik stworzono poprzez inżynierię wsteczną Dooma i twórczo rozwinięto go. W Doomie design podporządkowany był szybkiej i brutalnej rozgrywce, więc mało kto przejmował się tym, że poziomy bazy które przemierzał gracz nie mają zbyt wiele sensu. Inaczej było w przypadku Dark Forces, gdzie misje były rozbudowane wertykalnie, logicznie zaplanowane, a przejście z jednego punktu do drugiego niejednokrotnie wymagało rozwiązywania zagadek i dobrej orientacji.

„It’s too easy”

Gra nie należała do najłatwiejszych, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę, że każdą misję trzeba było przejść za jednym posiedzeniem. Zapis postępów gry możliwy był dopiero po ukończeniu całego poziomu a ilość żyć w misji ograniczona. Z dzisiejszej perspektywy to rozwiązania mało grywalne, jednak tuż po premierze mało kto na to zwracał uwagę.
darkforces_dailykraken2
Znacznie ważniejsze było poczucie uczestniczenia w zupełnie nowej historii z Gwiezdnych Wojen, opowiadanej w filmikach pomiędzy misjami i w tekstach rzucanych przez bohaterów podczas gry. Dark Forces był też jedną z pierwszych gier, które opowiadały historię i tworzyły klimat już samym designem poziomów i rozgrywki. W przeciwieństwie do Dooma każda misja wyglądała inaczej, gracz od razu poznawał kiedy znajduje się na dachu imperialnej bazy, w jaskiniach pustynnej planety albo we wnętrzu gigantycznego krążownika-fabryki.

Kultowy klasyk

Pierwszy FPS studia LucasArts zrodził kultową serię i położył podwaliny pod dalszy rozwój gatunku. Dziś wracają do niego jedynie odważni, kierowani nostalgią za grami z młodości. Nawet historia o Kyle’u Katarnie została pogrzebana wraz z wyrzuceniem Expanded Universe z kanonu Gwiezdnych Wojen, a nową wersje opowieści o kradzieży planów Gwiazdy Śmierci zobaczymy dopiero w przyszłym roku na premierze filmu Star Wars: Rogue One.

Jeśli jednak jeśli wszystko co powyżej napisałem podsyca waszą ciekawość albo przywołuje wspomnienia zamiast zniechęcać nie zapominajcie, że Star Wars: Dark Forces można ciągle dostać na Steamie i GOG-u. Akurat zbliżają się świąteczne promocje.


Nie ważne czy mieliście okazje zagrać w tego klasyka czy słyszycie o nim po raz pierwszy – komentarz możecie zostawić na Facebooku.