Dwudziestolecie międzywojenne było dla odrodzonej Polski czasem odbudowy oraz nieustannej walki o należne miejsce w Europie i na świecie. Gospodarkę należało postawić na nogi, kraj zmodernizować, armię unowocześnić i przygotować do obrony granic. Niemałą rolę w tych staraniach odgrywali więc wynalazcy i konstruktorzy, którzy zgodnie z duchem epoki starali się za pomocą technologii wspomóc odbudowę i rozwój kraju, a przy okazji udogodnić życie jego mieszkańców.
Jedną z legend II RP jest wynalazek alupolonu, niezwykle lekkiego stopu aluminium, o którym mówiono, że jest “lżejszy niż woda”. Przy jego użyciu zbudowano prototyp kutra rzecznego, który bez trudu pływał po płyciznach, mknął po wodzie niczym strzała i był odporny na serię z karabinu maszynowego. Po klęsce wrześniowej Niemcy zadali sobie niemało trudu, żeby wydobyć zatopiony przez załogę kuter i odkryć tajemnice jego konstrukcji.

Powyższe informacje może nie są w pełni rzetelnym opisem historii polskiej myśli technologicznej, ale jako inspiracje do Pulp Cthulhu sprawdzą się wyśmienicie. Szalona nauka jest jednym z charakterystycznych motywów literatury pulpowej, więc motyw cudownego stopu metali, stworzonego przez polskich konstruktorów, aż prosi się o zbudowanie wokół niego kampanii. Spróbujmy więc.
Skandal na Uniwersytecie! Znany naukowiec oszustem?
Julian Gatlicki, niegdyś zasłużony naukowiec, inżynier i konstruktor, wykładowca na uczelniach w kraju i za granicą, okrył się niesławą. Jego niesamowity wynalazek, stop metali lżejszy od powietrza, nazwany aerytem, okazał się zwyczajnym żartem, kpiną ze środowiska naukowego. Wielki pokaz w Warszawie, na który zaproszono znamienitych gości świata nauki, przerodził się w blamaż, gdy kawałek metalu, który miał się unieść w powietrze ani drgnął.

Co się właściwie wydarzyło? Dlaczego sławny i doświadczony naukowiec wystawił się na pośmiewisko? Czyżby starszy wiekiem mężczyzna przejawiał pierwsze oznaki demencji? A może za całą sprawą kryje się coś więcej?
Lżejszy od powietrza
Po niesławnym pokazie wszelki słuch o Gatlickim zaginął. Najwidoczniej naukowiec nie był w stanie unieść brzemienia zszarganej reputacji. Jeśli poszukać dokładniej okazuje się jednak, że ci, którzy widzieli się z nim bezpośrednio po pokazie, odnieśli zupełnie inne wrażenie. Gatlicki nie tylko nie był zniechęcony, ale wręcz odgrażał się wszystkim, że jeszcze świat usłyszy o jego przełomowym odkryciu.
Tak naprawdę naukowiec nadal pracuje nad swoim wynalazkiem, tym razem jednak działa w ukryciu i nie ma zamiaru chwalić się swoimi badaniami, nim cały projekt nie zostanie ukończony. Tym razem nie będzie to kawałek metalu, ale cały pojazd wykonany z aerytu. Coś, co wprawi w osłupienie cały świat, a Rzeczpospolitą wyniesie daleko na prowadzenie w technologicznym wyścigu.
Bohaterowie bez wątpienia muszą odnaleźć naukowca, nim będzie za późno. Co mu grozi? Być może agenci obcego wywiadu (oczywiście naziści albo sowieci) pragną zdobyć plany i prototyp pojazdu, nim zainteresują się nim władze państwa. Być może sam naukowiec planuje niezapowiedziany pokaz swojej maszyny. Pojawienie się tajemniczego prototypu podczas wojskowej defilady, może wywołać efekt odwrotny od zamierzonego przez naukowca (ale koniecznie sprawić, że Bohaterowie będą musieli odbyć podniebny pościg).

Naukowiec podczas swoich badań natrafiał na kolejne przeszkody nie do pokonania i za każdym razem pojawiał się tajemniczy inwestor, który pomagał rozwiązać problem. Jegomość pragnący zachować anonimowość, spotykał się z naukowcem tylko w swoim mieszkaniu w starej kamienicy, ukrywając się zawsze za parawanem, skąd dobiegł dziwne brzęczący głos. Gatlicki nigdy nie poznał tożsamości swojego wspólnika, a wszelkie materiały dostawał za pośrednictwem milczącego lokaja. Naukowiec nie miał zamiaru jednak zadawać pytań, dopóki projekt nie zostanie ukończony.
A co jeśli maszyna budowana przez Gatlickiego wcale nie jest pojazdem? Tajemniczy jegomość był tak naprawdę źródłem próbek aerytu, metalu, którego próżno szukać na Ziemi. Kim tak naprawdę jest tajemniczy przybysz i co się stanie, kiedy maszyna zostanie wreszcie uruchomiona? Otworzy bramę do innego świata albo na powierzchnię niewielkiej planety na krańcu Układu Słonecznego? Sprowadzi w sam środek Warszawy popleczników tajemniczego inwestora? A może coś znacznie bardziej przerażającego?
Nawet jeśli uda się uchronić Polskę (i świat) przed niebezpieczeństwem aerytowego prototypu, może się okazać, że wynalazków korzystających z tajemniczego materiału Gatlicki stworzył znacznie więcej. Radio, które odbiera fale z innych światów. Prądnica, która spowalnia czas w swoim polu magnetycznym i przyciąga uwagę istot spoza czasu. Niezwykle lekki rewolwer, którego kule mkną, dopóki nie zatrzymają się na przeszkodzie. Co się stanie jeśli te wynalazki wpadną w niepowołane ręce?
Polska myśl technologiczna potrafi zadziwić, szczególnie jeśli połączyć ją z Mitami Cthulhu.
cover photo by Jørgen Håland (CC BY 2.0)
Rzeczpospolita Pulpowa
Cykl inspiracji do Pulp Cthulhu w czasach II RP powstał w ramach współpracy z wydawnictwem Black Monk.





