Logo wojennego młota od lat kojarzy się z odzianymi w potężne zbroje wojownikami Chaosu, orkami o zielonej skórze, czy żołnierzami Imperium o niemiecko brzmiących nazwiskach. Wiele wskazuje na to, że ten ukochany przez fanów świat może wkrótce przemienić się w coś zupełnie innego, lub zniknąć na zawsze.
Inspiracją do dzisiejszej notki są wczorajsze plotki, domysły i niepotwierdzone informacje, które pojawiły się na stronach dla miłośników gier bitewnych. Można z nich wyczytać znaki świadczące o tym, że Stary Świat jaki znamy z Warhammera niedługo przestanie istnieć.
Świat jednocześnie znany i nieznany
Znany z Warhammera Stary Świat nie jest tak rozpoznawalny w kulturze popularnej jak Śródziemie Tolkiena, czy Azeroth z Warcrafta. Bardzo łatwo pominąć go w gąszczu uniwersów pełnych szlachetnych elfów, czarodziejów rzucających ogniste kule, czy pseudo-średniowiecznych krain. Mało kto zdaje sobie sprawę jaki wpływ miał produkt brytyjskiej firmy Games Workshop, która stworzyła świat Warhammera oraz wykorzystała go jako fundament dla swoich gier figurkowych i fabularnych. Przecież wspomniane wyżej Azeroth oraz będący osią historii Warcrafta odwieczny konflikt ludzi i orków, inspirowane były właśnie dziełem Brytyjczyków. Podobnie zresztą jak utrwalony już w popkulturze wygląd orka – muskularnej, zielonoskórej bestii z wydatnym uzębieniem.
Przecież Azeroth oraz będący osią historii Warcrafta odwieczny konflikt ludzi i orków, inspirowane były właśnie dziełem Brytyjczyków.
O Starym Świecie i walce z Chaosem po raz pierwszy można było usłyszeć w 1983 wraz z wydaniem pierwszej edycji figurkowej gry bitewnej o dźwięcznej nazwie Warhammer Fantasy Battle. Od tego czasu ukazało się osiem edycji i samo uniwersum nie zmieniło się zbyt wiele. Okazjonalnie pojawiały się nowe rasy i potwory, zmieniał się nieco wygląd świata bądź jednostek, którymi toczono bitwy, jednak w gruncie rzeczy było tego niewiele. I większość fanów to cieszyło, ponieważ z miłą chęcią wracali do dobrze znanych motywów, postaci i wydarzeń.
Choć najwięcej zawsze działo się wokół bitewniaka, wydawanego przez Games Workshop, marka obrodziła w mnogość licencjonowanych produkcji. Serie książek, które wydawane były również w Polsce, gry fabularne (3 różne edycje), gry karciane (WarCry i Warhammer: Invasion – również popularne u nas), gry planszowe (chociażby Chaos w Starym Świecie), gry komputerowe, czy wreszcie komiksy. Przez lata bogactwa miejsc, postaci i wydarzeń narosło ku uciesze fanów. Wydawało się, że to się nigdy nie zmieni.

End of Times
Jakiś czas temu pojawiła się kampania do gry Warhammer Fantasy Battle o nazwie End of Times. Nowa linia fabularna nie dość, że anulowała część starej, np. ignorując kompletnie dobrze znaną graczom RPG Burzę Chaosu, to jeszcze nieuchronnie zmierza ku zagładzie po drodze zabijając znane postaci uniwersum. Generalnie zmiany są rewolucyjne i grzebać w nich mają wytrwałość tylko najbardziej oddani fani, ale wystarczy nadmienić, że cesarz Imperium i król Bretonii zostają bogami, a większość istotnych dla świata bohaterów pada jak muchy.
Bardziej interesujące (przerażające?) jest to, co może być konkluzją wydarzeń z End of Times i zapowiedzią nowej, dziewiątej edycji Warhammera Fantasy. Podsumowanie niepotwierdzonych informacji wygląda tak:
- historia zaczyna się kilka setek lat po wydarzeniach z End of Time,
- nie ma już Starego Świata, rzeczywistość została rozerwana na niewielkie wymiary, które od czasu do czasu wpadają na siebie i wtedy dochodzi do wojen,
- pojawi się nowa frakcja – ciężko opancerzeni fanatyczni wojownicy w stylu Space Marines z Warhammera 40.000,
- będzie 6 armii – Chaos (w tym zwierzoludzie, demony i wojownicy), Elfy (wszystkie!), Imperium. Nieumarli (bez wątków egispkich), Orki i gobliny oraz Skaveny,
- w grze bitewnej będzie się korzystało z mniejszej ilości modeli, a rozgrywka i kolekcjonowanie ma być bardziej przystępne dla graczy.
Jest na to ładne określenie – reboot.
Najważniejsze jest właśnie to ostatnie zdanie. Wynika z niego, że Games Workshop zwyczajnie próbuje dostosować produkt do zmieniającego się rynku. Obecnie kupienie, pomalowanie i wystawienie figurkowej armii do Warhammera wymaga znacznej inwestycji czasu i pieniędzy. Decydują się na to jedynie hardkorowi i oddani gracze, a tych jest coraz mniej. Nie łatwo też pozyskać nowych, bo konkurencja na rynku jest duża. Nie mówiąc już o tym, że figurki do Warhammera można łatwo zastąpić tańszymi zamiennikami (w końcu to generic fantasy) i przez to ich sprzedaż nigdy nie będzie na takim poziomie jak w Warhammerze 40.000.
Zapowiadane zmiany mają wyeliminować te problemy i wprowadzić świat Warhammera w zupełnie nową epokę. Jest na to ładne określenie – reboot.
Co to oznacza dla fanów?
Na razie trudno powiedzieć, skoro wszystko opiera się na plotkach i domysłach. Wiele wskazuje na to, że zmiany są nieuchronne i fani powinny być przygotowani na wszystko. Mnie najbardziej zastanawia co z licznymi licencjami na gry w świecie Warhammera. Jest przecież świeży Warhammer Quest, powstaje Mordheim oraz podobno Warhammer: Total War i wszystkie te produkcje oparte są na obrazie świata sprzed wydarzeń z End of Times.
Być może jest szansa, że powstanie coś w stylu Warhammera Classic, do którego wciąż będą się pojawiać nowe licencjonowane produkcje, jednak Games Workshop do Starego Świata jakiego wszyscy znamy, już zapewne nie powróci.





