Malleus Monstrorum – recenzja bestiariusza do Zewu Cthulhu

Jedną z niepisanych RPG-owych tradycji jest wydawanie bestiariuszy, czyli zbiorów najróżniejszych istot, bestii i przeciwników. W uniwersach pełnych fantastycznych istot to zrozumiałe, szczególnie kiedy na sesjach starcia z potworami to chleb powszedni. Zew Cthulhu to gra o odkrywaniu nieznanego, skrupulatnych śledztwach i stopniowym pogrążaniu się w szaleństwie, w której starcie z monstrami z innego wymiaru to ostateczność. Czy więc wydawanie dwutomowego, potężnego zbioru istot i bogów z Mitów Cthulhu ma sens?

Bestiariusz o długiej tradycji

Badacze zajmują się poszukiwaniem wiedzy o koszmarach nie z tego świata…

Prawda jest taka, że w niemal 40-letniej historii systemu bestiariusze do Zewu Cthulhu, mają długą tradycję. W latach 90. nakładem wydawnictwa Mag, na polskim rynku ukazały się dwa z nich — Xięga Bestyj tom 1 oraz Almanach Potworów. Oba dodatki były wynikiem pracy Scotta Davida Aniolowskiego, który podjął się zadania zgromadzenia i skatalogowania istot, potworów i bóstw, które pojawiały się w innych publikacjach do Zewu Cthulhu (głównie w scenariuszach i kampaniach). Ukoronowaniem jego pracy było wydanie w 2006 roku tomu Malleus Monstrorum, poprawioną i zaktualizowaną wersję zbioru z nowymi grafikami. 

Wydany przez Black Monk Games Malleus Monstrorum to polska edycja najnowszego wydania tego bestiariusza. Tym razem ogrom materiału został podzielony na dwa tomy. Tom I skupia się na potworach, a tom II na bóstwach z Mitologii Cthulhu. Razem ponad 450 stron w kolorze, na których znajdziemy, 150 monstrów i 110 bóstw, statystyki i reguły dostosowane do 7. edycji Zewu Cthulhu i to wszystko w nowym layoucie i z nowymi ilustracjami. Nie da się odmówić rozmachu tej publikacji. Pytanie tylko jak z jej przydatnością na sesjach?

Jeśli ciekawi was czym różnią się wydane po polsku edycje bestiariuszy do Zewu Cthulhu, sprawdźcie osobny wpis porównujący ze sobą Xięgę Bestyj, Almanach Potworów i Malleus Monstrorum.

Od Abotha po Zu-che-quona

Obie części nowego Malleusa mają podobny układ. Pierwsze strony zajmuje krótki wstęp wyjaśniający treść tomu oraz oferujący kilka porad i narzędzi dla Strażnika. W pierwszym jest to esej o wykorzystywaniu potworów na sesji oraz sposobach ich opisywania. Autorzy próbują doradzić, w jaki sposób utrzymać klimat grozy i jednocześnie nie dopuścić do zbyt szybkiej śmierci Badaczy. Znacznie bardziej praktyczny jest zamieszczony pod koniec rozdziału zestaw reguł i tabel, pozwalających stworzyć własne monstrum. Doceniam komentarz odautorski dotyczący projektowania istot na mechanice 7 edycji ZC. Dzięki niemu znacznie łatwiej ocenić, jak skończy się spotkanie z monstrum o konkretnych statystykach oraz jakie manewry może wykonywać istota, żeby walka była ciekawsza.

Analogiczna sekcja w drugim tomie jest krótsza i nie zawiera już tabel, które pozwoliłby szybko wygenerować własne bóstwo Mitów (a szkoda). Znajdziemy tutaj krótkie wyjaśnienie specyfiki bogów, próbę ich klasyfikacji (i podkreślenie, że nie jest ona do końca możliwa) oraz opis ich relacji ze zwykłymi ludźmi. Jest też kilka słów o tym, jak korzystać z opisanych w podręczniku istot oraz czym się kierować, jeśli chcemy stworzyć własnego Wielkiego Przedwiecznego, żeby zbudować wokół niego kampanię.

Zdecydowaną większość treści obu tomów zajmuje jednak alfabetyczny spis istot związanych z Mitami Cthulhu. Pierwszy tom wypełniają więc dobrze znane fanom Byakhee, Istoty z głębin, czy Mi-go, ale również mniej popularne monstra, jak chociażby Chakota, Nagäae albo Nioth-korghai. W drugim tomie znajdziemy zarówno klasyki w postaci Cthulhu, Nyarlathotepa, czy Dagona oraz ich awatarów, jak i bardziej egzotyczne bóstwa — Aphoom Zhah, Byatis albo Zoth-Ommog.

Co ciekawe, część pierwszego tomu autorzy poświęcili na opis istot z folkloru (czarny pies, szkielet, wilkołak) oraz dzikich zwierząt. Zew Cthulhu zawsze odwoływał się do klasycznego horroru i miał być systemem, w którym da się poprowadzić historię o nawiedzonym domu. Z drugiej jednak strony, w sąsiednim rozdziale jest tyle znacznie ciekawszych potworów! Jeśli jednak chcecie zagrać przygodę o odkrywaniu tajemnicy Diabła z New Jersey albo pulpowa wyprawa do dżungli wymaga dorzucenia do rozrywki kilku wściekłych goryli, dołu z jadowitymi wężami albo tygrysa polującego na Badaczy — tutaj znajdziecie wszelkie potrzebne statystyki.

Bić czy nie bić?

…ale czasami nie pozostaje nic innego jak chwycić za broń.

Nadal bez odpowiedzi pozostaje kluczowe pytanie — czy aby na pewno Zew Cthulhu potrzebuje takiej ilości potworów, skoro większość przygód i tak opiera się na śledztwie? Autorzy są doskonale tego świadomi i na każdej stronie starają się podkreślić, że Malleus to nie tylko zbiór przeciwników. W porównaniu do poprzednich wydanych po polsku bestiariuszy tutaj jest znacznie więcej opisów, które nadają potworom kontekstu, wyjaśniają ich pochodzenie, sposób działania i potencjalne motywacje. Zamiast fragmentów lovecraftowskiej prozy, każdy wpis zawiera akapit stylizowany na treść tajemnej księgi, który można bez większych modyfikacji wykorzystać na sesji. Do tego w ramkach znajdują się dodatkowe informacje i fragmenty “dziennika sir Hansena Poplana” – wszystko po to, żeby zainspirować Strażników, i dać im gotowe pomysły do rozwinięcia podczas kampanii.

W moim odczuciu znacznie bardziej przydatne są opisy zawarte w drugim tomie. To już nie bestiariusz, ale leksykon lovecraftowskiego panteonu. Każdy wpis oprócz charakterystyki bóstwa, jego domeny i awatarów, zawiera podsumowanie działalności kultów, sposoby na wprowadzenie opisywanej istoty do gry oraz jej wpływ na rzeczywistość. Tutaj również znajdą się przykłady fragmentów tajemnych ksiąg, które mogą być sprzeczne ze sobą i zawierać nieprawdziwe informacje. To celowy zabieg, który ma oddać niepojętą naturę bogów z Mitologii Cthulhu. 

Ostatecznie jednak każde monstrum oraz bóstwo ma swoje statystyki, opisane moce i ataki, a wszystko to podane w skondensowanej formie, łatwej do użycia podczas walki. Jeśli więc dojdzie do konfrontacji, Badacze zawsze mają możliwość szybkiej i efektownej śmierci, o co zadba mechanika i odpowiednie wysokie cechy potworów. Chyba że akurat kampania grana jest przy użyciu zasad Pulp Cthulhu. W takim wypadku modelu rozgrywki w stylu “potwora tygodnia” może się sprawdzić. Oczywiście jedynie do czasu utraty Poczytalności.

Wielki leksykon Mitologii Cthulhu

Sięgając po Malleus Monstrorum Strażnik dostaje do ręki ogromną ilość materiału. Liczba potworów jest tak duża, że mógłby na każdej sesji wprowadzać coś nowego, a i tak materiału wystarczy na lata grania. Jeśli jednak wasza grupa rozgrywa przede wszystkim gotowe scenariusze, wszystko, co potrzebne do gry już jest w ich treści. Potężny bestiariusz, na który trzeba wydać od 250 do ponad 300 zł (w zależności od sklepu), może okazać się zbędny.

Jeśli jednak uwielbiacie projektować własne kampanie albo chcecie zaskoczyć swoich graczy czymś nowy, tutaj znajdziecie wszystko, co potrzebne do stworzenia historii mocno zakorzenionej w Mitach Cthulhu. Trudno bowiem o bardziej kompletne zestawienie informacji na temat obszernego lovecraftowskiego panteonu i cthulhowej menażerii.

Recenzja powstała na podstawie egzemplarza udostępnionego przez wydawnictwo Black Monk Games.